OCD charakteryzuje się występowaniem natrętnych, niechcianych myśli, wyobrażeń lub impulsów oraz kompulsji, czyli zachowań i czynności psychicznych wykonywanych często po to, aby zmniejszyć wywołany przez obsesje lęk. Jednym z najlepiej przebadanych sposobów leczenia jest terapia poznawczo-behawioralna obejmująca ekspozycję z powstrzymaniem reakcji, określaną jako ERP. Pacjent stopniowo konfrontuje się z sytuacją wywołującą obsesje i uczy się powstrzymywać od wykonywania kompulsji. Terapia może prowadzić do bardzo dużej poprawy, ale efekt nie jest jednakowy u wszystkich. Autorzy badania opublikowanego w „Translational Psychiatry” wskazują, że około 30 proc. leczonych może nie uzyskiwać wiarygodnej klinicznie poprawy, a około połowa nie osiąga pełnej remisji.
Możliwość wcześniejszego rozpoznania osób zagrożonych słabszą odpowiedzią mogłaby w przyszłości mieć duże znaczenie praktyczne. Nie chodzi o odmawianie takim pacjentom standardowej psychoterapii, lecz o szybsze zaoferowanie dodatkowego wsparcia, zmodyfikowanie sposobu prowadzenia terapii albo intensywniejsze monitorowanie postępów. Dotychczas sprawdzano wiele potencjalnych predyktorów, takich jak początkowe nasilenie OCD, współistnienie zaburzeń osobowości, sytuacja społeczno-ekonomiczna czy przyjmowanie leków. Problem polega na tym, że wyniki poszczególnych badań nie są wystarczająco spójne, aby na ich podstawie wiarygodnie przewidywać efekt u konkretnego człowieka. Z tego powodu naukowcy coraz częściej badają, czy dodatkowych informacji mogą dostarczyć pomiary aktywności lub struktury mózgu.
W badaniu opublikowanym w 2025 roku naukowcy skoncentrowali się na pamięci roboczej, czyli systemie pozwalającym przez krótki czas przechowywać i wykorzystywać informacje potrzebne do aktualnie wykonywanego zadania. Przykładem jest zapamiętanie kilku elementów podczas rozwiązywania problemu albo śledzenie informacji podczas rozmowy. Uczestnicy z OCD wykonywali podczas funkcjonalnego rezonansu magnetycznego zadanie typu n-back. Jego trudność stopniowo wzrastała, dzięki czemu badacze mogli obserwować, jak mózg dostosowuje swoją aktywność do coraz większego obciążenia poznawczego. Szczególnie interesowały ich obszary należące do sieci czołowo-ciemieniowej, która uczestniczy między innymi w kontroli poznawczej i pamięci roboczej.
Najważniejsza zależność pojawiła się w obustronnych obszarach dolnego i górnego płacika ciemieniowego. Pacjenci, których aktywność mózgu bardziej elastycznie zwiększała się wraz ze wzrostem trudności zadania, osiągali później większe względne zmniejszenie objawów OCD podczas CBT. Związek pozostawał widoczny również po uwzględnieniu takich informacji jak początkowe nasilenie OCD, sytuacja społeczno-ekonomiczna, zaburzenia osobowości oraz stosowanie leków psychoaktywnych. Co ciekawe, podobnej zależności nie udało się wykazać w przypadku grzbietowo-bocznej kory przedczołowej, chociaż naukowcy początkowo spodziewali się jej również w tym regionie. Wyniki sugerują więc istnienie określonego neurobiologicznego sygnału związanego z późniejszą odpowiedzią na psychoterapię, ale nie całego prostego „wzoru mózgu terapeutycznego sukcesu”.
Terapia OCD nie polega wyłącznie na rozmowie o problemach. Podczas ERP pacjent musi konfrontować się z bodźcem wywołującym lęk lub dyskomfort, jednocześnie powstrzymując się od dotychczasowego zachowania, które pomagało chwilowo zmniejszyć napięcie. Osoba obawiająca się zanieczyszczenia może na przykład dotknąć określonego przedmiotu i nie umyć natychmiast rąk. Pacjent uczy się wówczas nowego sposobu reagowania i odkrywa, że nie musi wykonywać kompulsji, aby poradzić sobie z niepewnością i napięciem. Jest to więc proces uczenia się wymagający między innymi utrzymywania celu terapeutycznego, kontrolowania reakcji oraz elastycznego reagowania na zmieniające się wymagania sytuacji.
Autorzy badania przypuszczają, że sprawnie funkcjonująca sieć pamięci roboczej może ułatwiać właśnie takie ponowne uczenie się. Mózg zdolny do elastycznego zwiększania aktywności wraz ze wzrostem wymagań poznawczych może lepiej radzić sobie z zadaniami wymagającymi kontroli nad automatycznymi reakcjami. Badacze zastrzegają jednak, że jest to na razie biologicznie prawdopodobna interpretacja wyników, a nie udowodniony mechanizm przyczynowy. Nie wiadomo, czy sprawniejsza regulacja aktywności obszarów ciemieniowych rzeczywiście powoduje lepszą odpowiedź na terapię, czy też jest tylko wskaźnikiem innych właściwości układu nerwowego sprzyjających leczeniu. Do rozstrzygnięcia tej kwestii potrzebne są dalsze eksperymenty.
W analizie znalazły się ostatecznie 44 osoby dorosłe z rozpoznaniem OCD. Wszyscy uczestnicy przeszli przed rozpoczęciem leczenia badanie funkcjonalnym rezonansem magnetycznym, a następnie otrzymywali terapię poznawczo-behawioralną prowadzoną przez wykwalifikowanych terapeutów. Leczenie obejmowało zarówno ekspozycję z powstrzymaniem reakcji, jak i elementy terapii poznawczej. Nie był to krótki eksperymentalny program - pacjenci odbywali średnio około 42 cotygodniowych sesji, przy bardzo dużym zakresie indywidualnym od 8 do 80 spotkań. Jedenaście osób zakończyło terapię przedwcześnie bez uzgodnionego zakończenia z terapeutą, natomiast 33 uczestników ukończyło ją zgodnie z planem.
W całej analizowanej grupie nasilenie OCD oceniane skalą Y-BOCS zmniejszyło się średnio o około 9,9 punktu, czyli o około 43 proc. względem wyniku początkowego. Jest to duża średnia poprawa, ale pomiędzy poszczególnymi pacjentami występowały znaczne różnice i właśnie ta zmienność umożliwiła badaczom poszukiwanie potencjalnych predyktorów odpowiedzi. Co istotne, zależność pomiędzy aktywnością obszarów ciemieniowych a efektem leczenia nie oznacza, że sam wynik badania mózgu wyjaśniał większość różnic. Autorzy podkreślają, że mimo istotnego statystycznie i stosunkowo dużego efektu ilość wyjaśnianej zmienności wyniku terapii pozostawała niewielka. To jeden z najważniejszych powodów, dla których wyników nie można jeszcze przenieść bezpośrednio do gabinetów.
Nie. Badanie dostarczyło interesującego biomarkera związanego z efektem leczenia na poziomie badanej grupy, ale to zupełnie coś innego niż test pozwalający przewidzieć przyszłość pojedynczego pacjenta. Próba obejmowała tylko 44 osoby, co jest liczbą wystarczającą do poszukiwania określonych zależności, ale zdecydowanie za małą do stworzenia niezawodnego narzędzia predykcyjnego. Autorzy zwracają również uwagę, że nie było grupy osób pozostających bez terapii. Nie można więc całej obserwowanej zmiany objawów przypisać wyłącznie CBT - niewielka jej część mogła wynikać z naturalnych zmian nasilenia zaburzenia, oczekiwań dotyczących leczenia czy niespecyficznych efektów kontaktu terapeutycznego.
Jeszcze mocniej pokazuje to nowsza praca opublikowana 8 sierpnia 2026 roku w „Scientific Reports”. Naukowcy przeanalizowali dane 119 pacjentów z OCD, wykorzystując informacje demograficzne i kliniczne, strukturalne obrazy MRI oraz funkcjonalną łączność mózgu w stanie spoczynku. Następnie próbowali przewidywać odpowiedź na CBT i remisję przy użyciu kilku metod uczenia maszynowego. Żaden model oparty na neuroobrazowaniu ani połączeniu różnych typów danych nie przewidywał wyniku terapii istotnie lepiej niż poziom losowy. Dane kliniczne i demograficzne osiągały około 64-66 proc. trafności w przewidywaniu remisji, ale wynik również nie przeszedł wymagającego testu istotności statystycznej. To ważne przypomnienie, że interesujący marker biologiczny nie jest jeszcze narzędziem diagnostycznym.
Jednym z problemów jest ogromna różnorodność samego OCD. Dwie osoby mogą uzyskać podobny wynik całkowity w skali Y-BOCS, a jednocześnie doświadczać bardzo różnych objawów. U jednej dominują obawy dotyczące zanieczyszczenia i rytuały mycia, u innej wielokrotne sprawdzanie, natrętne myśli dotyczące wyrządzenia komuś krzywdy albo potrzeba symetrii i wykonywania czynności w określony sposób. Do tego dochodzą depresja, zaburzenia lękowe, cechy osobowości, różny czas trwania choroby, leki, sytuacja rodzinna i indywidualna zdolność do angażowania się w ekspozycję. Dwa podobne wyniki kwestionariusza mogą więc kryć zupełnie odmienne biologiczne i psychologiczne profile. Nowsze badanie wskazuje właśnie tę heterogeniczność jako jedną z głównych przeszkód w tworzeniu uniwersalnego modelu predykcyjnego.
Drugą trudnością jest sam mózg. MRI dostarcza ogromnej liczby potencjalnych parametrów, podczas gdy badania psychiatryczne zazwyczaj obejmują kilkadziesiąt lub kilkaset osób. Algorytm bardzo łatwo może wtedy znaleźć wzorzec, który wygląda przekonująco w konkretnej próbie, ale znika po zastosowaniu go do nowych pacjentów. Dlatego coraz większego znaczenia nabierają rygorystyczna walidacja, duże wieloośrodkowe próby i powtarzanie wyników przez niezależne zespoły. Autorzy badania z 2026 roku wykorzystali właśnie takie bardziej restrykcyjne procedury walidacyjne i nie uzyskali wiarygodnej indywidualnej predykcji. Paradoksalnie wynik negatywny jest pod tym względem wartościowy: pokazuje, jak wysokie wymagania musi spełnić biomarker, zanim będzie można bezpiecznie wykorzystać go do podejmowania decyzji o leczeniu konkretnych pacjentów.
Taki scenariusz pozostaje jednym z celów psychiatrii precyzyjnej, ale prawdopodobnie nie będzie opierał się na pojedynczym badaniu mózgu. Autorzy wcześniejszej pracy wskazują, że przydatne klinicznie przewidywanie może wymagać połączenia wielu źródeł danych - informacji klinicznych, pomiarów zachowania w codziennym życiu, danych z urządzeń cyfrowych, badań neuropsychologicznych, genetyki i neuroobrazowania. Zamiast jednego „genu terapii” czy jednego obszaru mózgu można więc oczekiwać bardziej złożonego profilu określającego prawdopodobieństwo odpowiedzi. Nawet wtedy celem nie powinno być kategoryczne orzekanie, że terapia u danej osoby „nie zadziała”, lecz oszacowanie ryzyka słabszej odpowiedzi i wcześniejsze dostosowanie intensywności leczenia.
Interesująca jest również możliwość wykorzystania znalezionych mechanizmów nie tylko do przewidywania, ale do poprawiania terapii. Jeżeli przyszłe badania potwierdzą, że zdolność sieci pamięci roboczej do elastycznego reagowania na wymagania rzeczywiście ułatwia korzystanie z ERP, można będzie sprawdzić, czy określone treningi poznawcze lub inne metody wzmacniające te procesy zwiększają skuteczność CBT u osób mających początkowo słabszy profil. To jednak perspektywa badawcza, a nie obecny standard leczenia. Na razie najważniejszy wniosek jest mniej spektakularny, ale bardzo istotny: psychoterapia pozostawia i wykorzystuje procesy biologiczne zachodzące w mózgu, a ich pomiar zaczyna ujawniać, dlaczego pacjenci mogą różnie reagować na tę samą metodę. Do momentu, w którym skan wykonany przed pierwszą sesją pozwoli wiarygodnie wybrać najlepszą terapię dla konkretnego człowieka, potrzebne są jednak większe i niezależnie powtarzane badania.